Post Dąbrowskiej. Moje wrażenia po pełnych 6 tygodniach

18 maja 2018

Dlaczego zdecydowałam się na post Dąbrowskiej?

Post Dąbrowskiej robiłam już w ubiegłym roku i byłam bardzo zadowolona z tego ja wiele dał i ile dzięki niemu się nauczyłam. Jednak  po ubiegłorocznym poście działo się bardzo dużo rzeczy u mnie w życiu (między innymi przeprowadzka do Londynu). Z braku czasu na myślenie o jedzeniu i ogólnego chaosu szybko wróciłam do moich starych i nienajlepszych nawyków żywieniowych. W skrócie jadłam względnie zdrowe rzeczy, jednak polegałam na wiecznym podjadaniu i  słabości do słodyczy (szczególnie wieczorami). Od dłuższego czasu czułam też, że jem za dużo (wszystko takie smaczne). Z resztą moja waga i coraz ciężej dopinające się spodnie też mi to mówiły. Stwierdziłam, że czas na wzięcie się za siebie i ponowną pracę nad nawykami żywieniowych. Chciałam ponownie przejść post i po prostu zrobiłam to. Było mi łatwiej podjąć decyzję, bo wiedziałam już na co się piszę i jak to wygląda. Podsumowując zdecydowałam się na post w celu oczyszczenia, regeneracji i pracy nad nawykami żywieniowymi.

Ile trwał mój post?

Założyłam sobie, że chciałabym zrobić minimum 2 tygodnie, jednak super byłoby gdym dała radę tyle co z ubiegłym roku czyli 4 tygodnie, a już w ogóle byłoby fantastycznie jakby udało mi się wytrwać pełny post. Ku mojemu zaskoczeniu post przebiegał u mnie bardzo lekko i bez większego trudu udało mi się zrobić pełne 6 tygodni. Post trwał od 29 stycznia do 11 marca 2018! Oczywiście miałam gorsze momenty, ale serio nie miałam na co narzekać.

Co jadłam w trakcie postu?

To co dozwolone na poście Dąbrowskiej, czyli dużo warzyw i odrobina owoców. Surowe, pieczone, gotowane. Do ulubieńców należała kiszona kapusta, marchew, jabłka, grapefruity, cukinia, papryki, chipsy z jarmużu i jabłek. W trakcie postu przekonałam się także do wielu nowych smaków takich jak np. makaron z cukinii. Prawdę mówiąc to danie pod koniec postu ratowało mnie. Było szybkie do zrobienia, rozgrzewające i wciąż bardzo smaczne. Robiłam też sporo bigosików, leczo, zup a nawet pizze z kalafiora. Bardzo często kroiłam różne warzywa na talerz, do tego robiłam sos z przecieru pomidorowego, czosnku i ziół i wcinałam. A i jak tęskniłam za słodkim to robiłam sobie jabłka na ciepło z cynamonem. Pycha!

Co piłam w trakcie postu?

Codziennie piłam 2-3 litry letniej, lekko rozgrzewającej wody z cytryną. Do tego napary z imbiru, kurkumy, mięty, rumianku i koperku. Napar z imbiru był moim ulubionym. Pięknie rozgrzewał i smakował. Nawyk picia naparu z imbiru, który zbudowałam w czasie postu Dąbrowskiej został mi do dzisiaj. Nawet teraz pisząc ten wpis mam obok kubek z naparem z imbiru. Przepis na niego znajdziecie na blogu  tutaj.

Czy gotowałam w trakcie postu dla rodziny?

No jasne. Cała kuchnia i dom są na mojej głowie, więc gotowałam i dla siebie i dla rodziny. Były nawet momenty, że gotowałam na jeden wspólny posiłek trzy różne wersje dla każdego z członków rodziny. Powiem Wam, że im dłużej trwał post tym mniej mnie to ruszało. W poście wyłączamy się na jedzenie, głód i właśnie to jest piękne, że jesteśmy ponad tym. Największy problem był tylko z tym że gotowałam w ciemno bez próbowania i nie wiedziałam czy dobrze doprawiłam jedzenie i czy nie przesoliłam zupy dla córki i męża.

Za czym tęskniłam na poście?

Na samym początku ciągnęło mnie do słodkiego, wiadomo. Później  jednak, od około trzeciego tygodnia chodziły za mną pieczone ziemniaki. Miałam też ogromną ochotę na awokado. Tak poza tym było znośnie. Często pomagało mi powąchanie potrawy na która mam ochotę. Można powiedzieć, że najadałam się zapachem i to też było ciekawym doświadczeniem.

Co najbardziej przeszkadzało mi w trakcie postu?

Wieczne uczucie zimna. Jedna wielka telepka. Bez końca było mi zimno. Mogłam spać w piżamie, szlafroku, skarpetach, pod kołdrą i dwoma kocami a i tak było mi zimno. Miałam często lodowate ręce. Nie pomagało mi też to, że post przeprowadzałam zimą w mokrym i wietrznym Londynie. Chodziłam więc wiecznie grubo ubrana i zmarznięta. Jedynym wyjątkiem były momenty, kiedy poruszałam się na siłowni, wtedy robiło mi się przyjemnie ciepło, ale nie na długo.

post Dąbrowskiej

Najtrudniejsze momenty postu?

Przyznaję szczerze, że post przeszłam bardzo łagodnie. Nie miałam jakiś strasznych spadków energii, bólów głowy czy innych częstych przypadłości które pojawiają się w czasie postu. Myślę, że dzięki temu że wszystko szło mi tak gładko wytrwała pełny, sześciotygodniowy post. Pewnie po części wpływ miało na to, że na codzień jem roślinie, więc przejście na post nie było aż tak wielkim szokiem dla organizmu jak to jest w przypadku osób które są na diecie wszystkożernej. Najgorzej z całego postu wspominam to o czym pisałam punkt wyżej, czyli wieczne uczucie zimna nieważne jak grubo byłam ubrana. To zimno było takie paraliżujące i czasem zniechęcające choćby do wyjścia z domu.

Ile miałam energii?

Sporo. Pamiętam, że przy poście rok temu jakoś wcześniej kończyły mi się baterie i musiałam chodzić spać wcześniej. W tym roku nie odczułam zmiany na niekorzyść, wręcz odwrotnie. Tryskałam energią i dobrym humorem. To chyba dzięki temu, że mój organizm miał wreszcie więcej energii na coś innego niż wieczne trawienie. Z tą energią było tylko o tyle trudniej, że było mi notorycznie zimno.

Czy ćwiczyłam w trakcie postu Dąbrowskiej?

Tak, ale nie były to niewiadomo jakie ćwiczenia, tylko takie lekkie. Rano chodziłam na siłownię na łagodny rowerek i stepper. Kilka razy w tygodniu robiłam też podstawową jogę z cudowną Gosią Mostowską. Poza tym sporo spacerowałam i ruszałam się. Wiadomo jak to mama trzylatki, nawet jakbym chciała to nie mogłabym za dużo siedzieć i się nie ruszać. Ruch powodował, że było mi cieplej i to było super.

Ile schudłam na poście?

Po 6 tygodniach pełnego postu waga pokazywała 9,6 kg mniej niż na początku postu. Z rozmiaru S/M zrobiłam się S/XS. Przyciasne ubrania zrobiły się nagle zbyt luźne. Do spodni musiałam dokupić pasek, żeby ich nie zgubić. Pozbyłam się praktycznie celulitu i nadmiaru tłuszczu zwłaszcza w okolicach brzucha. Pięknie wypalił się tłuszcz wszędzie tam gdzie miałam go zbyt dużo. Jednak jak wiadomo spadek wagi to jedno, a wymodelowanie sylwetki to druga sprawa. Dla mnie post to dopiero początek pracy nad lepszą sylwetką i lepszą figurą. I mam nadzieję, że uda mi się zrealizować ten plan. Dzięki postowi zobaczyłam też w końcu fantastycznie płaski brzuch za którym tak bardzo tęskniłam.

Moje wychodzenie z postu Dąbrowskiej

Niestety wychodzenie z postu jest o wiele trudniejsze niż sam post. To był mój drugi post drugi raz borykałam się z podobnymi problemami. Sprawy nie ułatwiało też to, że chwilę po zakończeniu postu poleciałam na dwa tygodnie wakacji w Polsce. Starałam się jak mogłam i produkty wprowadzałam zgodnie z rozpiską co w danym tygodniu nowego można wprowadzić, ale mam wrażenie że przekraczałam dopuszczalną liczbę kalorii (choć w liczeniu kalorii nie jestem najlepsza). Dużym plusem wychodzenia z postu jest odkrywanie smaków na nowo. Pamiętam jak cudownie smakowało pierwsze awokado, pieczywo, czy pieczony słodki ziemniak i hummus. Wszystkie owoce i warzywa to było coś najpyszniejszego w świecie. Ten post warto zrobić choćby dlatego uczucia. Po poście nie miałam też kompletnie ochoty na czarną herbatę, kawę i wysoko przetworzone jedzenie.

Czy było warto?

Było warto i to jeszcze jak. Serio post to coś fantastycznego. Nie tylko pięknie oczyszcza się nasze ciało, ale umysł. Pozwala też doskonale wypracować nowe, zdrowe nawyki żywieniowe. Do tego oczyszcza z uzależnienia od niezdrowych rzeczy takie jak słodycze i pomaga unikać podjadania co było dla mnie bardzo ważne. Dzięki postowi nauczyłam się pić napis z imbiru, rumianku i koperku. Polubiłam się znacznie bardziej z zielonymi liśćmi i pokochałam jeszcze bardziej proste, nieprzetworzone jedzenie. Post nauczył mnie też upraszczania w kuchni i łączenia smaków inaczej niż dotychczas. I najważniejsze poczułam się ze sobą lepiej i zrobiłam się bardziej pewna siebie. Jakoś tak lżej, zdrowiej, piękniej.

post Dąbrowskiej

Wskazówki dla innych poszczących

Pytaliście o wskazówki jak przetrwać cały post Dąbrowskiej i jak się nie złamać. Oto moja garść podpowiedzi:

Odpowiednio się przygotujcie i nastawcie

Warto dobrze przygotować się do postu. Wszystko zależy oczywiście od indywidualnego charakteru, ale im więcej zdobędziemy wiedzy przed i im lepiej zaplanujemy sobie posiłki tym lepiej dla nas i mniej niespodzianek w czasie postu. W moim przypadku wejście do postu z biegu bez przygotowania z pewnością skończyłoby się porażką. Jednak dzięki przygotowywaniu się przez kilka tygodni zebrałam w sobie wiedzę, moc i siłę dzięki czemu dałam radę zrobić pełny post (6 tygodni).

Szukajcie wsparcia

Warto w czasie postu być otoczonym ludźmi którzy wspierają i dopingują, a już najlepiej jakby ktoś ten post robił razem z nami. Wsparcia szukajcie też w sieci. Istnieje grupa na FB, gdzie znajdziecie wiele wskazówek, inspiracji i wsparcia. W necie jest tez wiele historii z postów, filmów na YouTube oraz przepisów. To daje moc i możliwość podbudowania się w chwili zwątpienia.

Próbujcie nowych smaków

Próbujcie smaków które do tej pory były Wam obce albo nie przepadaliście za nimi. Ja dzięki postowi przekonałam się do selera naciowego (choć nadal nie jest moim faworytem, ale już daje z nim radę w sałatkach) oraz do surowej cukinii która smakuje obłędnie.

Wyciągnijcie grube ubrania

Będzie Wam notorycznie zimno. Zwłaszcza zimą.

Zaplanujecie sobie wcześniej posiłki

Poszukajcie przepisów na postne dania, zainspirujcie się, zaplanujcie co danego dnia zjecie. Bez planu jest gorzej.

Miejcie zawsze przy sobie coś do zjedzenia

Polecam pokrojone w słupki marchewki, plasterki jabłek czy chipsy z jabłek i termos z ciepłą wodą.

Ruszajcie się

Umiarkowanie, powoli, ale jednak ruszajcie. Świetne są spacery czy rower.

Uwierzcie w siebie i w możliwość

Post daje niesamowicie wiele. Warto się o tym przekonać.

 

 

 

To już wszystko w temacie.Dzięki za wizytę i do zobaczenia ponownie.

 Chcesz być na bieżąco? Obserwuj mnie na Facebooku,  Instagramie  i InstaStories.

Monika

You Might Also Like